B艂ogos艂awionych 艢wi膮t!
czwartek, 24 grudnia 2009
艣roda, 23 grudnia 2009
poniedzia艂ek, 21 grudnia 2009
Z przymru偶eniem oka ;)
Dzisiaj lekko 偶artobliwie, dla rozlu藕nienia, dla lekkiego u艣miechu w p臋dzie mi臋dzy niekupion膮 choink膮, namoczonym 艣ledziem i odkurzaczem na 艣rodku pokoju...
dedykuj臋 Wam fragment scenariusza "Shirley Valentine" ze strony Krystyny Jandy,
pracowicie (z lekka "fonetycznie" i niegramatycznie dla podkre艣lenia charakteru postaci) spisana przez aktork臋 ze swojej m贸wionej latami wersji (przedstawienie cudowne, ogl膮da艂am go 3 razy i ch臋tnie obejrza艂abym jeszcze (nie) raz!!! uk艂ony dla Pani Krystyny);
tu opowiada o przedstawieniu "Jase艂ek" w szkole syna tytu艂owej bohaterki:
I nagle przyszed艂 jaki艣 nowy dyrektor. M艂ode toto przysz艂o, psychologie chyba toto sko艅czy艂o. Jak ten tu zacz膮艂 do mnie wydzwania膰! I kt贸rego艣 dnia tak tu do mnie dzwoni i m贸wi:
- Wie pani, ja tak to pani dziecko obserwuj臋.
Se mysl臋: No ciekawe co zaobserwowa艂. Nie? A on:
- Wie pani? 呕e w tym dziecku to nie ma ani odrobiny z艂a? Wie pani?
To mnie dopiero szlak trafi艂! No jak nie ma, to czego do mnie dzwonisz, g艂ow臋 mi zawracasz? A on m贸wi:
- Wie pani, tylko 偶e zdaje si臋, 偶e do niego nie dotar艂o, 偶e z ka偶dego dzia艂ania wynika jaki艣 skutek? Wie pani? Postanowi艂em da膰 mu odpowiedzialne zadanie i da膰 mu g艂贸wn膮 rol臋 w naszym przedstawieniu wigilijnym, rol臋 艣wi臋tego J贸zefa.
No, jak si臋 ten dowiedzia艂, 偶e on ma gra膰 g艂贸wn膮 rol臋! To si臋 zrobi艂 dumny jak paw. My艣la艂, 偶e oni go wybrali, bo on jest taki fantastyczny aktor. A ja mu nic nie mog艂am powiedzie膰, bo ty wiesz, 偶e ta cholerna psychologia nawet dzia艂a艂a? Nagle zacz臋艂o toto dzia艂a膰! Zacz臋艂y si臋 pr贸by i nagle wszyscy z niego zadowoleni. Nauczyciele zadowoleni. Dyrektor. Ja z niego zadowolona. Ale ja to niewa偶ne, ja to zawsze by艂am z niego zadowolona. Bo to by艂o takie zawsze dobre dziecko. Nie, 艢ciana? Od samego pocz膮tku. To by艂o takie dobre dziecko. A on sam to ju偶 taki z siebie zadowolony. Siedzia艂 tam u siebie na g贸rze i powtarza艂 role: - Jeste艣my utrudzonymi w臋drowcami. Zmierzamy do Betlejem. Moja 偶ona spodziewa si臋 dziecka, szukamy noclegu. Takie tam by艂o co艣 w podobie.
W dzie艅 przedstawienia ubra艂am si臋 艂adnie, no bo nie chcia艂am mu robi膰 wstydu. Przychodz臋, sala udekorowana! Nabite tych rodzic贸w, oficjele w pierwszych rz臋dach, dyrektor. Fajnie si臋 zacz臋艂o, bo wesz艂y anio艂ki i pomacha艂y mamusiom. Fajny pocz膮tek. No i kolej na Brajana! Wchodzi. Ci膮gnie os艂a na sznurku. Takiego konia na biegunach, ale mu takie k贸艂eczka dorobili. Na o艣le Naj艣wi臋tsza Panienka, ale mama tej dziewczynki to ze dwa tygodnie nie spa艂a. Loki toto ma ukr臋cone, rz臋sy sztuczne przywalone, suknia!.... Taaka, falbanki. Hiszpanka jedzie! Siedzi toto na o艣le i macha do matki. A Brajan, widz臋, 偶e jest wkurzony! I ma racj臋. Bo, jak si臋 jest na scenie, to nie ma co macha膰 do matki, tylko trzeba zagrywa膰. A ten! Jakby kandydowa艂 do Oskara! Klepie tego os艂a po pysku! Karmi go sianem co chwile. Dochodzi do drzwi ober偶y. Takie wielkie drzwi zrobili, i Brajan puka: PUK! PUK PUUK!!! Kurcze. Wychodzi taki ma艂y ober偶ysta. Fajnego takiego ch艂opczyka dobrali. I Brajan zaczyna to swoje: - JESTE艢MY UTRUDZONYMI W臉DROWCAMI! ZMIERZAMY DO BETLEJEM! MOJA 呕ONA SPODZIEWA SI臉 DZIECKA, SZUKAMY NOCLEGU! (Nie wiem, kto to wyre偶yserowa艂). Na to ten ober偶ysta zaczyna to swoje: - Niestety, niestety, nie mamy tu wolnych miejsc. Na co Brajan mia艂 powiedzie膰: - Musimy znale藕膰 jaki艣 nocleg. Cho膰by n臋dzn膮 stajenk臋. I mia艂 wzi膮膰 os艂a, Naj艣wi臋tsz膮 i p贸j艣膰. W og贸le tego nie zrobi艂. Nie wiem, czy tak go wkurzy艂a ta Naj艣wi臋tsza? Czy nagle si臋 zorientowa艂, 偶e rola 艣wi臋tego J贸zefa to nie jest jakie艣 wielkie mi co? Odwraca si臋 do tego ober偶ysty i m贸wi: - JAKIE ZAJ臉TE? CO MI TU ZAJ臉TE? CO TO MO呕E JA TU REZERWACJI NIE ROBI艁EM?
艢ciana! Co si臋 na tej sali zacz臋艂o dzia膰!? Ten ober偶ysta to tak zg艂upia艂! Broda mu zacz臋艂a lata膰 jak na spr臋偶ynie. Ta Naj艣wi臋tsza si臋 zala艂a 艂zami! Loki si臋 jej od razu rozkr臋ci艂y, rz臋sy odklei艂y! Ryczy toto na tym, o艣le! A Brajan? W og贸le nie przestaje! Udaje tatusia, kt贸rego co艣 ugryz艂o: - JAKIE ZAJ臉TE? CO MI TU ZAJ臉TE? REZERWACJE TU MIA艁EM! 呕ONA B臉DZIE MI TU ZA CHWILE RODZI膯, ZASPY, 艢NIE呕YCA DOOKO艁A. GDZIE JA TERA BEDE CZEGO NOWEGO SZUKA艁 W OKOLICY!?
Dyrektor do mnie macha. No, co? Gupi? Co mam lecie膰 na scen臋 i go zla膰? Zwariowa艂 czy co? Najlepszy by艂 ten ober偶ysta, bo on si臋 kapn膮艂, 偶e z moim Brajanem dalej z wyuczon膮 rol膮 nie ujedzie. No nie ujedzie. Robi krok do mojego Brajana i m贸wi: - Aaa, kole艣! Ostatecznie! Jak ju偶 macie si臋 tak膮 ochot臋 przespa膰, to co to za sprawa? Wzi臋li os艂a, naj艣wi臋tsz膮, poszli, zamkn臋li drzwi. Koniec! No, nie by艂o dalej co gra膰!
Teraz to, jak to z Brajanem wspominamy, to si臋 艣miejemy. Ale wtedy? Ja my艣la艂am, 偶e ja si臋 na tej sali pod ziemie zapadn臋! Wszystkie gazety o tym nast臋pnego dnia napisa艂y! Takie by艂y tytu艂y! J脫ZEF I MARIA NIE DOTARLI DO BETLEJEM!
ob艣mia艂am si臋 jak norka, czego i Wam 偶ycz臋 ;)))
dedykuj臋 Wam fragment scenariusza "Shirley Valentine" ze strony Krystyny Jandy,
pracowicie (z lekka "fonetycznie" i niegramatycznie dla podkre艣lenia charakteru postaci) spisana przez aktork臋 ze swojej m贸wionej latami wersji (przedstawienie cudowne, ogl膮da艂am go 3 razy i ch臋tnie obejrza艂abym jeszcze (nie) raz!!! uk艂ony dla Pani Krystyny);
tu opowiada o przedstawieniu "Jase艂ek" w szkole syna tytu艂owej bohaterki:
I nagle przyszed艂 jaki艣 nowy dyrektor. M艂ode toto przysz艂o, psychologie chyba toto sko艅czy艂o. Jak ten tu zacz膮艂 do mnie wydzwania膰! I kt贸rego艣 dnia tak tu do mnie dzwoni i m贸wi:
- Wie pani, ja tak to pani dziecko obserwuj臋.
Se mysl臋: No ciekawe co zaobserwowa艂. Nie? A on:
- Wie pani? 呕e w tym dziecku to nie ma ani odrobiny z艂a? Wie pani?
To mnie dopiero szlak trafi艂! No jak nie ma, to czego do mnie dzwonisz, g艂ow臋 mi zawracasz? A on m贸wi:
- Wie pani, tylko 偶e zdaje si臋, 偶e do niego nie dotar艂o, 偶e z ka偶dego dzia艂ania wynika jaki艣 skutek? Wie pani? Postanowi艂em da膰 mu odpowiedzialne zadanie i da膰 mu g艂贸wn膮 rol臋 w naszym przedstawieniu wigilijnym, rol臋 艣wi臋tego J贸zefa.
No, jak si臋 ten dowiedzia艂, 偶e on ma gra膰 g艂贸wn膮 rol臋! To si臋 zrobi艂 dumny jak paw. My艣la艂, 偶e oni go wybrali, bo on jest taki fantastyczny aktor. A ja mu nic nie mog艂am powiedzie膰, bo ty wiesz, 偶e ta cholerna psychologia nawet dzia艂a艂a? Nagle zacz臋艂o toto dzia艂a膰! Zacz臋艂y si臋 pr贸by i nagle wszyscy z niego zadowoleni. Nauczyciele zadowoleni. Dyrektor. Ja z niego zadowolona. Ale ja to niewa偶ne, ja to zawsze by艂am z niego zadowolona. Bo to by艂o takie zawsze dobre dziecko. Nie, 艢ciana? Od samego pocz膮tku. To by艂o takie dobre dziecko. A on sam to ju偶 taki z siebie zadowolony. Siedzia艂 tam u siebie na g贸rze i powtarza艂 role: - Jeste艣my utrudzonymi w臋drowcami. Zmierzamy do Betlejem. Moja 偶ona spodziewa si臋 dziecka, szukamy noclegu. Takie tam by艂o co艣 w podobie.
W dzie艅 przedstawienia ubra艂am si臋 艂adnie, no bo nie chcia艂am mu robi膰 wstydu. Przychodz臋, sala udekorowana! Nabite tych rodzic贸w, oficjele w pierwszych rz臋dach, dyrektor. Fajnie si臋 zacz臋艂o, bo wesz艂y anio艂ki i pomacha艂y mamusiom. Fajny pocz膮tek. No i kolej na Brajana! Wchodzi. Ci膮gnie os艂a na sznurku. Takiego konia na biegunach, ale mu takie k贸艂eczka dorobili. Na o艣le Naj艣wi臋tsza Panienka, ale mama tej dziewczynki to ze dwa tygodnie nie spa艂a. Loki toto ma ukr臋cone, rz臋sy sztuczne przywalone, suknia!.... Taaka, falbanki. Hiszpanka jedzie! Siedzi toto na o艣le i macha do matki. A Brajan, widz臋, 偶e jest wkurzony! I ma racj臋. Bo, jak si臋 jest na scenie, to nie ma co macha膰 do matki, tylko trzeba zagrywa膰. A ten! Jakby kandydowa艂 do Oskara! Klepie tego os艂a po pysku! Karmi go sianem co chwile. Dochodzi do drzwi ober偶y. Takie wielkie drzwi zrobili, i Brajan puka: PUK! PUK PUUK!!! Kurcze. Wychodzi taki ma艂y ober偶ysta. Fajnego takiego ch艂opczyka dobrali. I Brajan zaczyna to swoje: - JESTE艢MY UTRUDZONYMI W臉DROWCAMI! ZMIERZAMY DO BETLEJEM! MOJA 呕ONA SPODZIEWA SI臉 DZIECKA, SZUKAMY NOCLEGU! (Nie wiem, kto to wyre偶yserowa艂). Na to ten ober偶ysta zaczyna to swoje: - Niestety, niestety, nie mamy tu wolnych miejsc. Na co Brajan mia艂 powiedzie膰: - Musimy znale藕膰 jaki艣 nocleg. Cho膰by n臋dzn膮 stajenk臋. I mia艂 wzi膮膰 os艂a, Naj艣wi臋tsz膮 i p贸j艣膰. W og贸le tego nie zrobi艂. Nie wiem, czy tak go wkurzy艂a ta Naj艣wi臋tsza? Czy nagle si臋 zorientowa艂, 偶e rola 艣wi臋tego J贸zefa to nie jest jakie艣 wielkie mi co? Odwraca si臋 do tego ober偶ysty i m贸wi: - JAKIE ZAJ臉TE? CO MI TU ZAJ臉TE? CO TO MO呕E JA TU REZERWACJI NIE ROBI艁EM?
艢ciana! Co si臋 na tej sali zacz臋艂o dzia膰!? Ten ober偶ysta to tak zg艂upia艂! Broda mu zacz臋艂a lata膰 jak na spr臋偶ynie. Ta Naj艣wi臋tsza si臋 zala艂a 艂zami! Loki si臋 jej od razu rozkr臋ci艂y, rz臋sy odklei艂y! Ryczy toto na tym, o艣le! A Brajan? W og贸le nie przestaje! Udaje tatusia, kt贸rego co艣 ugryz艂o: - JAKIE ZAJ臉TE? CO MI TU ZAJ臉TE? REZERWACJE TU MIA艁EM! 呕ONA B臉DZIE MI TU ZA CHWILE RODZI膯, ZASPY, 艢NIE呕YCA DOOKO艁A. GDZIE JA TERA BEDE CZEGO NOWEGO SZUKA艁 W OKOLICY!?
Dyrektor do mnie macha. No, co? Gupi? Co mam lecie膰 na scen臋 i go zla膰? Zwariowa艂 czy co? Najlepszy by艂 ten ober偶ysta, bo on si臋 kapn膮艂, 偶e z moim Brajanem dalej z wyuczon膮 rol膮 nie ujedzie. No nie ujedzie. Robi krok do mojego Brajana i m贸wi: - Aaa, kole艣! Ostatecznie! Jak ju偶 macie si臋 tak膮 ochot臋 przespa膰, to co to za sprawa? Wzi臋li os艂a, naj艣wi臋tsz膮, poszli, zamkn臋li drzwi. Koniec! No, nie by艂o dalej co gra膰!
Teraz to, jak to z Brajanem wspominamy, to si臋 艣miejemy. Ale wtedy? Ja my艣la艂am, 偶e ja si臋 na tej sali pod ziemie zapadn臋! Wszystkie gazety o tym nast臋pnego dnia napisa艂y! Takie by艂y tytu艂y! J脫ZEF I MARIA NIE DOTARLI DO BETLEJEM!
-------------------------
ob艣mia艂am si臋 jak norka, czego i Wam 偶ycz臋 ;)))
niedziela, 20 grudnia 2009
艢wi膮tecznie - ods艂ona III.
Dzisiaj, w czwart膮 niedziel臋 Adwentu, zapalamy czwart膮 i ostatni膮 艣wiec臋 wie艅ca adwentowego.
To oznacza, 偶e Cicha Noc ju偶 za moment...
Zapalam wi臋c dla Was moje 艣wi膮teczne 艣wiece, wirtualnie i w przeno艣ni...
艢wi膮teczny galop porz膮dk贸w, przygotowania prezent贸w, pieczenia, gotowania, sma偶enia, przystrajania i przygotowania nastroju zmienia si臋 w cwa艂...
Zapewne ju偶 z doskoku tylko b臋dziemy odwiedza膰 ulubione blogi czy fora.
Ale nie dajmy si臋 zwariowa膰!
Jak powiedzia艂 dzi艣 na 12-tce o. K艂oczowski jeste艣my jako ten biblijny w贸艂 i osio艂...
Gdy zaw臋drujemy do stajenki betlejemskiej, oby艣my - gdy przyjdzie czas - zdo艂ali opr贸cz siana w 偶艂贸bku (wigilijnych 12 potraw, prezent贸w i ca艂ej otoczki 艣wi膮tecznej) zobaczy膰 tak偶e Tego, kt贸ry w 偶艂贸bku zosta艂 po艂o偶ony.
B臋d臋 o tym pami臋ta膰, ale na razie id臋 do siana, bo mi si臋 piekarnik nagrza艂 ;)
To oznacza, 偶e Cicha Noc ju偶 za moment...
Zapalam wi臋c dla Was moje 艣wi膮teczne 艣wiece, wirtualnie i w przeno艣ni...
Te 艣wiece w ca艂o艣ci mog膮 zosta膰 spalone, u偶yte preparaty w pe艂ni to umo偶liwiaj膮. Serwetka jest przyklejona specjalnym klejem do 艣wiec, farba jest farb膮 do 艣wiec, poza tym u偶yte s膮 masy strukturalne na bazie wosku.
艢wiece na pocz膮tku by艂y jako ten Jezusek w 偶艂贸bku - go艂e i bose, bielutkie...
A w tych nie mog艂am sobie odm贸wi膰 u偶ycia kropli rosy (perlen pen)
艢wi膮teczny galop porz膮dk贸w, przygotowania prezent贸w, pieczenia, gotowania, sma偶enia, przystrajania i przygotowania nastroju zmienia si臋 w cwa艂...
Zapewne ju偶 z doskoku tylko b臋dziemy odwiedza膰 ulubione blogi czy fora.
Ale nie dajmy si臋 zwariowa膰!
Jak powiedzia艂 dzi艣 na 12-tce o. K艂oczowski jeste艣my jako ten biblijny w贸艂 i osio艂...
Gdy zaw臋drujemy do stajenki betlejemskiej, oby艣my - gdy przyjdzie czas - zdo艂ali opr贸cz siana w 偶艂贸bku (wigilijnych 12 potraw, prezent贸w i ca艂ej otoczki 艣wi膮tecznej) zobaczy膰 tak偶e Tego, kt贸ry w 偶艂贸bku zosta艂 po艂o偶ony.
B臋d臋 o tym pami臋ta膰, ale na razie id臋 do siana, bo mi si臋 piekarnik nagrza艂 ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











