Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cracoviana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cracoviana. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 czerwca 2013

Zaproszenie

Nie mogę uwierzyć, ż, e ostatni post jest z 5 marca! Czas nie może tak gonić! Jak on sobie ze mną poczyna?! Wrrr...


Korzystając z tego, że blog nie został zlikwidowany za bezużyteczne wiszenie w przestrzeni wirtualnej, spieszę (na wyścigi z czasem) zaprosić chętnych (i będących w najbliższą niedzielę w Krakowie) na wystawę prac moich dzielnych Kursantów.
Pokażemy, co nawojowaliśmy w ciągu kilku miesięcy - w dekupażu i w rękodziele. Prace z warsztatów rękodzieła można śledzić na bieżąco tutaj, ale strona o Pracowni Decoupage jest wciąż w fazie wstępnej ze względu na złożoność i wielość prac na przestrzeni prawie 8 lat. Tym bardziej warto cząstkę zobaczyć na żywo.

Otwarcie Wystawy Decoupage'u i Rękodzieła odbędzie się w najbliższą niedzielę, 23 czerwca o godz. 10:00 w Katolickim Domu Kultury przy ul. Bobrowskiego 6.
Ponieważ w tym samym czasie i miejscu będzie festyn "Na powitanie lata" i wiele atrakcji dla dzieci, można się wybrać rodzinnie - każdy znajdzie coś dla siebie. Zabawa będzie trwać do 15:00.

Wystawa potrwa tylko do środy (26 czerwca), czynna w godzinach 9 - 14 oraz 17 - 19.

Mapka dojazdu tutaj

piątek, 11 maja 2012

Fiakrem po Krakowie



Wracam jeszcze do sprawy dorożek w Krakowie, a właściwie nie dorożek, tylko fiakrów* , bo tak się zawsze tutaj mówiło 

("dorożka" to zapewne za sprawą "Zaczarowanej dorożki" Gałczyńskiego, ale on nie był krakusem ;)
Zaczarowana dorożka, czyli fiakr (lub fiakier) nr 6 Jana Kaczary wyglądała tak:
fot. M. Ćwirzewicz

Czyli miała odkryty kozioł dla fiakra i podnoszony dach dla pasażerów. Konik był jeden, bo kogóż stać było na dwa? Fiakry były wynajmowane w celach zarobkowych, czyli były to takie dawne, XIX-wieczne taksówki. Potem przyszła era omnibusów i konnych tramwajów, wreszcie klekoczących tramwajów elektrycznych, kopcących jak smok wawelski autobusów i naszych drogich (bardzo drogich) taksówek.
Teraz dawne fiakry straciły dawny czar i tajemnicę, straciły też dawne  imię na rzecz "dorożek" i na koniec straciły też i dawny wygląd... i to do tego stopnia:

Być może ta karoca też jest zaczarowana i o północy z powrotem zamieni się w dynię?...
 A ponieważ takie kurioza często kręciły się po naszym Rynku, kłując w oczy szanujących tradycję mieszczan, więc postanowiono coś zrobić. To oszalałe wzornictwo, ociekające zdobieniami i przepychem, postanowili ukrócić włodarze miasta i wraz z głównym plastykiem miasta zaostrzyli przepisy, ustalili wprowadzenie jednolitych kolorów i wzorów powozów, a przede wszystkim  mniej rozbuchane gabaryty, przez które na postoju dla dorożek robiło się coraz mniej miejsca.
Od przyszłego roku pojazdy będą w kilku tylko kolorach: czarnym, białym, ciemnobrązowym, bordowym i ciemnozielonym. Wymiary nie będą mogły przekroczyć 7 m długości i 4,2 m szerokości, a na przejażdżkę będą mogły zabierać maksymalnie czterech pasażerów. Nowe przepisy będą również stanowić o tym, że zaprzęg mają ciągnąć konie dobrane wielkością i maścią stosownie do estetyki powozu, a powożący ma być ubrany w białą koszulę i czarny lub szary surdut, a na głowie mieć cylinder lub melonik.
Zaś dekoracyjne powozy na specjalne okazje owszem, mogą być w mieście, ale na postojach w obrębie Starego Miasta miejsce będzie tylko dla tych o wyglądzie tradycyjnym.
Tak więc będą na przykład takie:

 victoria

landauer


a może nawet takie:

glasslandauer


*) Nazwa fiakr lub fiakier pochodzi od gospody pod św. Fiakriuszem w Paryżu. W tej gospodzie w latach 40. XVII wieku znajdowało się biuro wynajmu powozów. Nazwa fiakier odnosi się również do powożącego tym pojazdem. 

W Krakowie można się przejechać fiakrem na dwóch trasach. Pierwsza prowadzi do Bramy Floriańskiej przez Stare Miasto, druga na Zamek na Wzgórzu Wawelskim.  
Czas trwania przejażdżki to 25 - 30 minut. Koszt wynosi 100 zł. W dorożce może zmieścić się od 4 do 6 osób.

I to by było na tyle w temacie dorożek/fiakrów...



Na koniec jeszcze tylko donoszę, ze na chabrowym polu można obejrzeć mój kursik o perłowych szablonach. Kursik ten jest też dostępny (z większymi zdjęciami) na moim blogu tutaj .
Zapraszam :)


wtorek, 1 maja 2012

Spacerkiem przez Kraków

Niby poniedziałek, ale właściwie to tzw. "długi weekend", który rozpoczął się w zeszły piątek i będzie trwał jeszcze tydzień. Mam wrażenie, ze wszyscy gdzieś wyjechali na "majówkę", albo jest taka presja, że trzeba wyjechać. To, że  Kraków nie jest pusty zawdzięczamy w takim razie przyjezdnym?
Ponieważ jednak ja nigdzie się nie wybieram, a nie wszyscy przyjadą do Krakowa, postanowiłam zrobić sobie (i Wam) przyjemność: zapraszam na krótki spacer .


 Lubię czasem przejść się po Krakowie jak turystka, popatrzeć "obcym" okiem. Nie jest to trudne, bo, mieszkając w Krakowie, tak rzadko bywam na rynku, jak bym rzeczywiście była turystką (galop z obłędem w oczach, żeby zdążyć z jakąś sprawą się nie liczy). Dlatego też, kiedy w końcu się wybiorę, to co chwilę mnie coś zaskakuje: a to zachwycą kolejne odnowione kamieniczki, zauroczą kolejne (i niezliczone) kawiarenki pod parasolami, pozdrowią stare, ale - o dziwo - działające  fontanny (na Plantach), przerażą nowe, ale nie działające paskudy (np. przy filharmonii), rozśmieszy nowa, ale dziś nie działająca przy Pałacu Sztuki (taka kamienna "di Trevi" a la cracovia), a to zdezorientują nagle jakieś inne niż dotychczas dorożki.

Ale nie miałam narzekać, bo okoliczności przyrody były naprawdę cudowne.





Kraków o tej porze roku jest najpiękniejszy. Zieleń jest świeża, jeszcze nie zakurzona, pachnie bez, kwitną jabłonie, za moment oszołomią nas zapachem akacje i znowu będą wyglądać na Rynku jak panny młode. Popołudniowe słońce kładło się ciepłym kolorem na kamieniczkach, a długie cienie powoli rozciągały się na trawie. Zakochani całowali się namiętnie, dzieci szalały w alejkach, zmęczeni stali bywalcy plant odpoczywali po upalnym dniu na ławkach. Nawet straż miejska dopasowała się nastrojowo (chodzili uśmiechając się życzliwie i żartując) i kolorystycznie do pejzażu.

Nawet straż miejska dopasowała się nastrojowo (chodzili uśmiechając się życzliwie i żartując) i kolorystycznie do pejzażu.

 Tryskająca wodą fontanna (nazwałam ją na swój użytek "krakowską di Trevi") to fantastyczna zabawa dla dzieciaków i ochłoda dla dorosłych. Tym razem odpoczywała.


 O! Dorożkarz! Prawdziwy! I sam! To rzadkość. Ale już dorożka to raczej karoca...

Nawet hejnalista zrobił mi przyjemność i życzliwie zagrał o siódmej godzinie.

Jak wspominałam większość dorożek to teraz królewskie karoce jak z bajki o Kopciuszku (a gdzie te dawne, skromniejsze, drewniane, brązowe?), większość powożona jest nie przez starych dorożkarzy, ale  dziewczęta, przebrane za... no właśnie nie wiadomo za co. Nie bardzo mi to pasuje, ale zapewne (męska) ręka rynku maczała w tym palce.






sami widzicie...

A poza tym
 wielu pracuje...
 aby turystom zrobić przyjemność...
 nie zapominając ani o dzieciach...
ani o dorosłych...

Na koniec dwa charakterystyczne krakowskie ujęcia:
 kościołek św. Wojciecha, w tle kościół Mariacki

oraz kościołek św. Wojciecha, wylot ulicy Grodzkiej z kościołem św. Andrzeja (w głębi)

Na więcej zdjęć zapraszam tutaj

sobota, 12 grudnia 2009

A na tym rynku w Krakowie domy stanęły na głowie

Już od początku grudnia na rynku rozsiadaja się kramy - atrakcja dla turystów, okazja dla wyręczających św. Mikołaja i "sezon na leszcza" dla sprzedawców.



Nie lubię, jak w listopadzie, jeszcze nie ostygną znicze po zaduszkach, a już zapalają się światełka na choinkach. Nie to tempo... Listopad powinien wybrzmieć swoim  stonowaniem, nastrojem sprzyjającym zadumie i refleksji. Ale machina marketingu nie może czekać, toż uciekłoby bezpowrotnie tyle dni bez kasy!

Ale grudniowym kramom wybaczam, wpisują się w koloryt miasta, nie są nachalne, nie narzucają się reklamą w radiu, telewizji, nie wyskakują okienkami na monitorze.
Spokojnie sobie są i trzeba do nich się specjalnie pofatygować.


 
A jak już przyjdziemy - znajdziemy wszystko, od koronkowych, dzierganych, haftowanych cudeniek, przez suszone, plecione, rzezane...


 
 
W przerwie zakąsimy gorącym oscypkiem z żurawiną, plackiem ziemniaczanym lub pierogami, a może ktoś woli gołąbki albo bigos?
Do wyboru, do koloru...


 
popijemy grzańcem... pokosztujemy ciasteczka z Krakowa


i posileni dalej idziemy...
a tu na prawo ceramika w piękny sposób szkliwiona-nieszkliwiona...



na lewo: dla amatorek filcowanych cudów...



jakieś kamienie, kamyki, paciorki ... (ech, łase z nas sroczki ;)))

 

dalej coś z dekupażu




 

i kruche ja szczęście bańki (tłum. bombki)




i już jesteśmy w niebie... mijamy gwiazdy i anioły...







i już machamy do świętego Mikołaja i...





i spadamy na ziemię, bo Mikołaj ciężko pracuje, i właśnie zrobił sobie przerwę na papierosa...

no cóż, nie jesteśmy już dziećmi, wiemy, że takie jest życie, Mikołaj też człowiek i zakurzyć czasem musi...
w takich okolicznościach przyrody ;) na tyłach Sukiennic, gdy anioły odwrócone tyłem...
Podnosimy się z ziemi, otrzepujemy kolanka i dzielnie maszerujemy dalej.

Podziwiamy przecudnej urody wyroby z Bolesławca





 i inne




z daleka majaczy nam między kramami kolejny Mikołaj, ale nie wołamy za nim, bo a nuż odpowie: "Spadaj! Nie widzisz, że się spieszę do pracy?!"





Asa tadarasa, asa tadarasa,
domy stanęły na głowie!


PS
Więcej zdjęć tutaj - zapraszam ;)